Start
Do wakacji zostało:
Dni
5
1
Godzin
0
8
Minut
3
2
Sekund
1
0

Nauczanie inaczej, czyli o ogródku w próbówce i nie tylko!

4 maja (poniedziałek) klasy 2a i 2b wybrały się na chemiczne warsztaty. Już o godzinie 11:35 wyruszyliśmy ze szkoły. Około godziny 12 byliśmy na miejscu i nie mogliśmy się doczekać przedstawienia planu zajęć. Wraz z Panią Samulewicz weszliśmy do sali, w której rozdano nam niezbędny sprzęt, tj. fartuchy, okulary oraz rękawiczki. Następnie podzielono nas na grupy i przystąpiliśmy do pracy. Wykonywane doświadczenia opisywaliśmy na karcie pracy, którą po zakończeniu ćwiczeń oddaliśmy nauczycielowi (oczywiście praca była na ocenę). Ostatnie doświadczenie zatytułowane „Nasz własny ogród” uważam za najlepsze. Polegało ono na tym, że do probówek, w których znajdowało się szkło wodne, dodawaliśmy przeróżne sole, chemiczne roślinki różnej barwy. Ten, kto chciał, oczywiście mógł zabrać swój własny ogród do domu. Uważam, że zajęcia były bardzo interesujące i z chęcią pojechałabym na nie jeszcze raz.

Gabriela Mazur, klasa 2b

W ramach projektu "Szkoła w Mieście" wybrałem się wraz z klasą na Uniwersytet Wrocławski, by spędzić pożytecznie czas na Wydziale Chemicznym. Po przejażdżce autokarem, dotarciu do szatni, gdzie pozostawiliśmy swe plecaki, poszliśmy do specjalnej Sali. Tam już nas oczekiwano. Na początek musieliśmy ubrać jednorazowe fartuchy, duże okulary i gumowe rękawiczki. Później zostaliśmy podzieleni na trzy grupy. Następnie pani chemik rozdała karty, w których musieliśmy zapisać obserwacje, wnioski i sporządzić schematyczne rysunki. Doświadczeń było około 10 i każde naprawdę ciekawe. Najbardziej interesujące było tworzenie chemicznych ogrodów. Po skończonych zajęciach umyliśmy probówki, pożegnaliśmy chemików i wróciliśmy (niestety) na ostatnią lekcję. Uważam, że zajęcia były naprawdę ciekawe i dobrze zorganizowane. Dzięki tym zajęciom wiem więcej na temat określonych pierwiastków i związków chemicznych. Oby takich wyjazdów było więcej.

Jakub Koziarz, klasa 2a

 

Nauczanie inaczej, czyli o językowych zmaganiach nie tylko naszych gimnazjalistów!

11078091 696010787178019 8013709018499022828 n 11169957 696011083844656 4281388938659364880 n 11203231 696010900511341 5122081420517617664 n 11209591 696010993844665 5532176820300913102 n

29 kwietnia w naszej szkole odbył się finał 11 Dolnośląskiego Konkursu Języka Francuskiego. Odbywał się on na dwóch poziomach – podstawowym i klas dwujęzycznych. Udział w nim brała dwójka uczniów z klasy 3A – Magdalena Lewandowska i Wojciech Boniecki. Żadne z nich niestety nie zajęło miejsca na podium, ale nie zmienia to faktu, że jestem z nich dumna. Z moją koleżanką, już po zakończonej gali rozdania nagród – przeprowadziłam wywiad.
Aleksandra: Witaj, Magdo!
Magdalena: Cześć, Olu!
A.: Powiedz, jesteś zadowolona ze swojego wyniku?
M.: Tak, bardzo. Choć nie uzyskałam żadnej nagrody, to cieszę się z tego, że dobrze mi poszło.
A.: Jak się czułaś podczas samego konkursu?
M.: Gdy odpowiadałam przed komisją, stresowałam się i na myśl przychodziły mi angielskie zwroty. Na szczęście nic z nich nie powiedziałam! Gdy wyszłam już z sali, stres minął.
A.: Powiedz nam jeszcze, czy twój sukces był okupiony długotrwałymi przygotowaniami?
M.: Tak, oczywiście. Doskonaliłam swoją znajomość języka na lekcjach u pani Janas oraz zostawałam po zajęciach.
A.: Dziękuję ci, Magdo, za ten wywiad. Gratuluję odwagi i zadowolenia! Oby więcej co najmniej takich sukcesów w przyszłości!

M.: Merci!

Aleksandra Stojanowska, klasa 3a

A miało być słodko... o filmowej edukacji.

 

Po egzaminach i wymarłym piątku miałam, jak wszyscy, nadzieję, że w poniedziałek nauczyciele odpuszczą sobie i nam ciężkiej pracy, wykręcania mózgów na lewą stronę. Nie, teraz trzeba pracować na oceny końcowe, więc do roboty... Sytuacje uratowała szerząca się po szkole plotka o poniedziałkowej edukacji filmowej. Po dramatycznym napięciu, jakie wywołało chwilowe zaginięcie wejściówek, udało się nam wyruszyć. Obejrzeliśmy film pt. Sugar Man. Tytuł brzmiał obiecująco, ale okazał się bardzo mylący. Ekranizacja to biografia piosenkarza, który mimo wielkiego talentu nie zdobył uznania we własnym kraju. Miło jest dowiedzieć się, że bez szczególnych wysiłków zyskało się sławę... Niezwykłym w Rodriguezie, bohaterze wspomnianego filmu, był absolutny brak zmian w jego życiu po odkryciu swojej popularności. Ani kropli wody sodowej - niezwykłe. Niewielu z nas tak ceni to, co już ma. Niewielu z nas wystarcza do szczęścia rodzina, praca, drugi człowiek...

Justyna Nowicka, klasa 3a

Ludzie odchodzą , pamięć o czynach pozostaje

24 kwietnia 2015 roku zmarł Władysław Bartoszewski - pisarz (autor ponad 50 książek), historyk, publicysta, żołnierz AK, więzień obozu koncentracyjnego w Auschwitz i stalinowskich zakładów karnych, zwolennik porozumienia polsko-niemieckiego, dzięki któremu dziś rozwija się współpraca między tymi narodami.
W historii Polski zapisał się jako człowiek, dla którego najważniejszy był cel i nigdy nie szczędził sił, aby go osiągnąć. Osoby blisko współpracujące z nim wychwalają jego zasługi, twierdzą, że mogą o nim mówić tylko pozytywnie.

Szymon Wasila, klasa 3 a

Bez komputera da się żyć!

Trzeci maja to nie tylko czas uchwalenia Konstytucji Trzeciego Maja, to także (wprawdzie niewielkiej wagi) Święto bez Komputera! Zastanówmy się, ile współcześnie przeznaczamy czasu na surfowanie po Internecie, na bezczynne przeglądanie różnorakich stron, na granie (często nawet poświęcając temu noc, która służy wypoczynkowi!). Bywa, że nie mamy potem na nic siły, nic nam się nie chce. A już naprawdę jest źle, gdy takie ślęczenie przed ekranem przeradza się w uzależnienie. Wspomnijmy o tym i chociaż 3 maja idźmy całą rodziną na długi spacer, upieczmy ciasto, co kto lubi, a wieczorem siądźmy razem i niech rodzice, dziadkowie opowiedzą o tym, jak to było, gdy nie było elektroniki, co robili jako dzieci, jak spędzali czas. To znakomity sposób na pobudzenie uśpionej wyobraźni, zintegrowanie się rodziny, oderwanie od codzienności. Odstawmy na bok wszelkie smartwony, tablety, laptopy i wszystko, co przenosi nas w inny wymiar, psuje wzrok i samopoczucie. To bardzo proste, a jakże przydatne, pożyteczne!

Zuzanna Koziarz, klasa 3a

Ach, ta "ścisłówka"!

egz1

22 kwietnia 2015r trzeciogimnazjaliści przystąpili do drugiej części egzaminu z przedmiotów przyrodniczych i matematyki. Miałam przyjemność rozwiązywać test w mojej ulubionej klasie. O godzinie 9:00 uczniowie zasiedli w ławkach i zaczął się pojedynek z gigantem. Biologia, chemia, fizyka, geografia - najtrudniejsze i najbardziej ulubione przedmioty uczniów. Każdy miał godzinę, by pobudzić swój umysł i wykazać się z jak najlepszej strony. Jednak to, co miało przyjść później, otworzyło szeroko oczy uczniom. Matematyka! Wzory, kąty, bryły... - tyle na głowie, a trzeba zdążyć w 90 minut! Testy - nie można dokładnie określić, czy były trudne, czy proste. Mam nadzieję, że wszyscy dali z siebie wszystko i napisali na tyle, na ile umieli.

egz5 egz3 egz6

 

 Agnieszka Balska, klasa 3a

Foto: BSK

Część I egzaminu na szczęście za nami!

egz2 egz8

Pierwszy dzień już minął. Nie było tak źle, jak się spodziewałam. Wielu spraw się nie spodziewałam - również tego, że tuż przed wejściem zrobi mi się gorąco, że zabraknie mi tchu, że będę obawiała się czegoś strasznego podczas pisania itp.,itp…. Starałam się wykorzystywać wszystko, co mówili rodzice, nauczyciele, koleżanki. Grunt to się nie stresować. Dobrze, spokojnie.
8:45 - poproszono nas o ustawienie się według listy. Losujemy numerki, przyszła moja kolej. Liczyłam na jakieś miejsce z tyłu, tymczasem trafiła mi się ławka numer… siedem! Tuż przed komisją egzaminacyjną! Na samą myśl ręce trzęsły mi się ze strachu. Gdy przyszło do kodowania arkuszy, o mało co nie podarłam kartek! Nie ukrywam, miałam z tym nie lada problem. Na szczęście czas szybko minął, atmosfera nie była wcale straszna, komisja naprawdę bardzo sympatyczna i pomocna. Mam nadzieję, że dobrze mi poszło. Czekam z lekkim niepokojem na jutro. Mam nadzieję, że nie będzie źle, czego życzę wszystkim trzecioklasistom! Głowy do góry, jeszcze tylko dwa dni!

Zuzanna Koziarz, klasa 3a

Foto: BSK

Kolejna część za nami, czyli o emocjach i wielkim zaszczycie!

Środa, godzina 7.33. Z ogromnym uśmiechem na twarzy przekroczyłam mury Gimnazjum. Mijając sekretariat, dostrzegłam sylwetki Pana Dyrektora, Pani Sekretarz oraz naszej dzisiejszej opiekunki- Pani O.
A co było powodem mojej radości tegoż jakże stresującego dnia? Na pewno nie egzamin z części przyrodniczej i matematyki! W przypadku drugiego testu - mojej pięty achillesowej! Otóż doznałam zaszczytu nad zaszczyty. Miałam okazję zobaczyć cały obrządek wręczania arkuszy oraz - jako jedna z pierwszych - trzymać je w rękach! Już wam wszystko szczegółowo opisuję.
Punkt 8.40, wszyscy wyznaczeni uczniowie weszli do pokoju nauczycielskiego i z niecierpliwością wyczekiwali Pana Dyrektora. Nareszcie! Zobaczyłam stos zalaminowanych arkuszy i w tym momencie zrobiło mi się baaaaaardzo gorąco. Ale tylko przez chwilę.
Na początku ceremonii zostały rozdane tzw. Bezpieczne koperty. Każda grupa otrzymała po kopercie. Szczerze mówiąc, przez ułamek sekundy nie wiedziałam, po co - u licha - takie koperty, ale mój mózg szybko zrehabilitował się stwierdzeniem, że tak ważne dokumenty muszą być dobrze zapakowane. Następnie mogliśmy sprawdzić, jak niezwykle ciężkie są arkusze, czy przypadkiem niczego nie brakuje. Po chwili nastąpiło przecięcie testowych opakowań. Pan Dyrektor po kolei rozdawał odpowiednią ilość arkuszy, a naszym kolejnym, niezmiernie ważnym(!) zadaniem było przeliczenie, czy aby dla wszystkich wystarczy. Nie wiem jak inni, ja miałam maleńki problem z utrzymaniem tego skarbu. Nie żeby bym nie miały siły, ale ręce aż dygotały mi z nerwów.
Po zakończonej ceremonii udałam się do sali 208 wraz z testami w rękach. Z trudem wierzyłam w takie wyróżnienie! Na dodatek ominęła mnie kolejka i wyczekiwanie na losowanie numerka. Trafiła mi się ławka numer 12 - również w pierwszym rzędzie, podobnie jak wczoraj, jednak od okna. Z tego powodu dużo łatwiej było mi odrywać naklejki i kodować arkusz. Po naprawdę ciepłych i odstresowujących radach Pani O. oraz udzieleniu szczegółowych informacji a propos testu, przystąpiliśmy do pisania. Zdziwiło mnie to, że udało mi się zakończyć po 35 minutach. Rano nastawiłam się na to, że będzie dobrze i tak teraz było.
Niemal godzina relaksującej przerwy - rozmowy w gronie koleżanek i kolegów były niczym balsam dla duszy. Matematyka bowiem bardzo mnie martwiła, o czym dowiedziałam się dopiero podczas pisania, bo wcześniej czułam się naprawdę spokojnie. Już chciałam iść razem zresztą grupy do sali, gdy koleżanka zapytała mnie, czy ja nie mam być w tym momencie piętro niżej, po arkusze…
No tak! Zapomniałam! Prędko zbiegłam na dół. Na szczęście nie byłam ostatnią osobą, która miała się zjawić. O 10.48 nie było jeszcze Pana Dyrektora! Po sali zaczął krążyć żart, że za spóźnienie, w ramach rekompensaty, powinniśmy dostać klucz odpowiedzi do zadań z matematyki! Chwilkę później – niestety - wszyscy byli w pokoju nauczycielskim. Teraz tylko powtórka sprzed dwóch godzin i szybko do 208. Moja klasa siedziała już równo w ławkach, a gdy weszłam - patrzyli na niesione przeze mnie testy. Ostatnie rutynowe czynności i przystąpienie do pisania.
I tak jeszcze następnego dnia. Życzę wszystkim połamania długopisów, zero stresu i uśmiechu na twarzy.

Zuzanna Koziarz, klasa 3a

I znów warsztaty…

IMG 9356 IMG 9365 IMG 9381 IMG 9398 IMG 9401

Dnia 20 kwietnia po raz wtóry odbyły się filmowe spotkania organizowane przez Urząd Marszałkowski i Dolnośląskie Samorządowe Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Legnicy. Tym razem warsztaty miały miejsce w mało popularnym, lecz pięknym zamku książęcym w Oleśnicy. Na miejsce nie stawiliśmy się niestety punktualnie, ale na szczęście nic nas ciekawego nie ominęło. Na tym spotkaniu poznaliśmy m.in. jak porządnie napisać dobry scenariusz, jak korzystać z kamery filmowej oraz poznaliśmy pracę jej operatora. Zajęcia miały charakter praktyczny. Na sam początek pan prowadzący i reżyser - Maciej Kieres postanowili podzielić nas na dwie grupy. Jedna (czyli ta, w której ja z moją ekipą byłem) uczestniczyła w konferencji. Druga miała zajęcia z operatorem kamery. Później zamieniliśmy się. Na wykładzie poznaliśmy sposoby tworzenia scenariusza. Dowiedzieliśmy się, że napisanie takiego dzieła to nie taka łatwa rzecz i że potrzeba odpowiedniego programu komputerowego. Najlepszym programem, dzięki któremu napiszemy scenariusz godny Petera Jacsona to tzw. CELTX (do pobrania za darmo!). Bardzo przyjemny moment to - rzecz jasna - przerwa na kawę, więc można było trochę odsapnąć od konferencyjnej gadaniny. Po godz. 13.00 zjedliśmy pyszny obiad w stołówce i potem mieliśmy półtora godziny na to, aby zwiedzić zamek i okolice, a było co oglądać, ponieważ nieopodal stacjonował cyrk ARENA i rozciągał się spory park, gdzie mogliśmy się spokojnie przejść. Po godz. 14.30 rozpoczął się drugi etap warsztatów. Polegał on na odsłuchaniu krótkiej przemowy pana operatora i na treningu korzystania z kamery filmowej. Pan pokazywał różne typy obiektywów odczepianych i wyjaśniał, jak je używać. Wiele z nas mogło pobawić się w aktorów oraz operatorów. Było naprawdę zabawnie. Poznaliśmy też kilka interesujących tekstów używanych na planie, jak np. Cięcie!!! Operator schrzanił!!!. Na sam koniec sprawdzono nasze zadania domowe. Niestety, zajęliśmy drugie miejsce, bo pan odnalazł najwyżej ocenioną pracę pewnego liceum. Aktualnym naszym zadaniem jest samemu napisać scenariusz oraz treatment do niego. Moja opinia jest taka: zajęcia powoli się rozkręcają i za każdym razem robią się coraz ciekawsze. Uważam, że to był dobry pomysł, aby w nich uczestniczyć. To świetna rozrywka i - być może - początek wspaniałej kariery filmowej.

Jakub Koziarz, klasa 2a

ABC trzecioklasisty: Stres – pomoc czy umysłowa destrukcja?

images Można być świetnie przygotowanym do egzaminu i go oblać? Tak. Ale można też wcale nie być najlepszym, nie trafić na swoje pytania i... zdać na piątkę! W przypadku egzaminu ważna jest nie tylko wiedza, ale też umiejętność radzenia sobie ze stresem.

Na każdego stres działa inaczej. Są osoby, które w takiej sytuacji potrafią się znakomicie zmobilizować, i takie, które chociaż znają materiał, to jednak w decydującej chwili dają się sparaliżować nerwom. Właściwą odpowiedź przypominają sobie zwykle dopiero po wyjściu z sali egzaminacyjnej.

Mobilizacja czy destrukcja?
Tak naprawdę do zdania egzaminu niewielki stres jest niezbędny. Dzięki niemu następuje wzrost aktywizacji ośrodkowego układu nerwowego: szybciej reagujemy, odbieramy i przetwarzamy informacje. Umiarkowany stres poprawia pamięć i koncentrację. Szybciej się uczymy, lepiej radzimy sobie z rozwiązywaniem problemów.

Niestety, stres działa korzystnie tylko wówczas, gdy nie jest zbyt silny i trwa krótko, np. zaczyna się na kilka dni przed egzaminem. Jeśli trwa dłużej (np. na miesiąc przed sprawdzianem), to po okresie mobilizacji następuje faza rozstrojenia. Można wpaść wtedy w panikę, każde zadanie wydaje się trudne i nie do rozwiązania. Utwierdzamy się w przekonaniu, że już nie zdążymy się niczego nauczyć.

Jeśli nie uda nam się opanować lęku i powrócić do fazy mobilizacji, stres może wejść w fazę destrukcji. Pojawiają się wtedy zaburzenia pamięci, myślenia i uwagi, zanika racjonalne myślenie i kojarzenie faktów. Zjada nas trema, mamy ataki paniki. Gdy tylko zaczynamy wyobrażać sobie egzamin, czujemy suchość w gardle, przyspieszenie tętna, drżenie rąk.

Bywa nawet, że stres egzaminacyjny przekształca się w fobię. W takiej sytuacji trzeba sobie natychmiast pomóc. Jak? Warto poznać kilka dobrych technik uczenia się, a także sposobów relaksowania. Można również sięgnąć po delikatne środki uspokajające, które są dostępne bez recepty w aptekach, ale nie kupuj i nie zażywaj bez zgody rodziców!

Pokonaj stres!
Psychologowie twierdzą, że to, w jaki sposób reagujemy na egzaminacyjny stres, w dużej mierze zależy od naszego charakteru. Osoby bardziej gadatliwe, towarzyskie, śmiałe, zwykle radzą sobie lepiej niż osoby pozornie spokojnie, wyhamowane. Te ostatnie tłumią w sobie emocje, w tym również stres.

Jeśli jesteś właśnie taką osobą, przede wszystkim musisz uwierzyć w siebie. Uwierz też w to, że po drugiej stronie stołu egzaminacyjnego są ludzie (nie potwory), a ich zadaniem wcale nie jest ciebie zgnębić. Wręcz przeciwnie, zależy im na tym, by egzamin dobrze ci poszedł.

Jeśli bardzo się boisz, dobrą metodą na pokonanie lęku jest technika wizualizacji, czyli, najprościej mówiąc, wyobrażania sobie sprawdzianu. Staraj się „zobaczyć” egzamin jak najbardziej realistycznie. Postaw siebie w sytuacji obserwatora. Zobacz, jak wchodzisz pewnym krokiem do sali egzaminacyjnej, dostajesz pytania, uśmiechasz się z zadowoleniem, bo znasz na nie odpowiedzi. I potem odpowiadasz: pewnie, klarownie, powoli, przekonująco. Gdy kończysz, egzaminator jest zachwycony, gratuluje ci bardzo dobrze zdanego egzaminu.
Co daje taka wizualizacja? Poza zmniejszeniem lęku (a przecież o to chodzi) i dobrym samopoczuciem, także to, że w realnej sytuacji, która się zdarzy, będziesz się zachowywać w podobny sposób jak w wyobraźni. Będziesz wiedzieć, co robić. Twój mózg został bowiem zaprogramowany, jak ma się zachować na egzaminie.
Przedstawiłam tylko niektóre, ale chyba najważniejsze i najlepsze sposoby na wygranie z „umysłowym wrogiem”. Nie dajmy się sparaliżować, bo możemy tym sposobem zniszczyć sobie przyszłość.

Zuzanna Koziarz, klasa 3a

NFZ

Organizacja G34